Urlop dobiegł końca. Podróż do Tajlandii to nie był odpoczynek w całym tego słowa znaczeniu. Pojechaliśmy naładować baterie, ale ja dodatkowo postawiłem sobie za cel, by przeanalizować na spokojnie kilka pomysłów na dalsze projekty, usystematyzować aktualne i przede wszystkim zbudować wokół firmy i projektów automatyzmy.

O tym, czy mi się udało i co dodatkowo szykujemy, dowiecie się niebawem!
W tym artykule odpowiem na następujące pytania:

  • Jaki był plan wycieczki?
  • Ile kosztuje taka wycieczka dla dwojga?
  • Jakie mam przemyślenia po przylocie do Polski?

Standardowo pytania zostały postawione, więc zaczynajmy!

Wprowadzenie

Tajlandia jaka jest, każdy widzi. Ja też widziałem — zdjęcia, vlogi. Powiem Wam, że nawet najlepszej jakości materiały nie oddają nawet w połowie piękna tego kraju. Parę osób pytało o wrażenia z pobytu i za każdym razem podkreślałem bajkowe
krajobrazy. Parę zdjęć umieściłem na moim koncie na Instagram 🙂

Nie można też miejscowej ludności zarzucić tego, że są bardzo pomocni i uczynni. Czasami aż byłem skrępowany. W Bangkoku miałem sytuację, gdzie pracownik w publicznej toalecie na lotnisku przed wejściem osoby do kabiny sprząta przed nim. Nie do pomyślenia w Polsce! Wiele osób zaczepiało nas na ulicy, by pomagać, gdy widzieli, że chodzimy z mapami Google i szukamy hotelu.

Kolejnym aspektem są tu ceny. Zwłaszcza jedzenia i transportu. Chociaż wbrew pozorom wydaliśmy więcej, niż założyliśmy i dość bogato sobie poczynaliśmy przez te trzy tygodnie. Ale o tym opowiem bardziej obszernie poniżej.

Skoro już o jedzeniu mowa, to zjadłem większość lokalnych potraw i już wiem, że moim faworytem jest Pat Thai (makaron z krewetkami, jajkiem, orzeszkami ziemnymi i kiełkami — ale nie wiem jakie to kiełki). Po drugiej stronie mojego gustu smakowego stoją lokalne zupy, po prostu woda z warzywami. Podziękowałem po pierwszych kilku łyżkach. Polecam za to każdą odmianę zupy z curry. Uważajcie jedynie na ostrość!

Oczywiście nie obyło się bez wpadek i problemów. Ale o tym już za chwilę.

Przygotowanie do podróży

Aby opowieść z podróży miała sens, to wróćmy do początków. Decyzję o podróży podjęliśmy z Martą podczas pobytu w czerwcu w Międzyrzeczu.
Ja wtedy też podczas tego wyjazdu poczyniłem pierwsze założenia dotyczące bloga. Kolejnym etapem było kupienie biletów w dwie strony dla dwóch osób i przygotowanie planu. Bilety kupiliśmy we wrześniu.

Plan podróży

Plan w 90% przygotowała Marta. Wstępnie ustaliliśmy, że podróż zrobimy na przełomie dwóch miesięcy, poza porą deszczową w Tajlandii. Padło na luty i marzec a dokładnie 20 lutego o godzinie 13:00 wylot z Warszawy i powrót do Warszawy 10 marca o godzinie 10:00. Powrót trochę się przesunął, ale o tym opowiem dalej. Plan obejmował w pierwszej kolejności Bangkok, następnie północ kraju, czyli Chiang Mai oraz Chiang Rai. Następnie przelot samolotem do Surat Thani i przejazd do parku narodowego Khao Sok. Ostatni element planu to plażowanie na wyspie, a dokładnie padło na Koh Phangan. Później powrót do Bangkok i wylot do Polski. Plan rozpracowany idealnie co do dnia. Bez żadnych większych nieścisłości.

Ostatnia prosta

Po opracowaniu planu zabraliśmy się za planowanie spraw związanych z potrzebnymi rzeczami. Najpierw paszport. Ja nie posiadałem go, więc miałem za zadanie wyrobić. Poszło gładko, wizyta u fryzjera, następnie do fotografa i na koniec złożenie dokumentów w Urzędzie. Całość z odbiorem trwała 15 dni od fotografa po odbiór.
Dalszym krokiem były szczepionki, których co prawda robić nie trzeba. My jednak woleliśmy spokojnie spędzić wakacje. U mnie było to bardziej skomplikowane, bo musiałem się zaszczepić na żółtaczkę (za pół roku powtórka i wystarczy do końca życia),  tężec, błonicę i polio (wystarczy na 10 lat). Dodatkowo dostałem szczepionkę w formie kapsułek na dur brzuszny (wystarczy na trzy lata). Dur brzuszny pobierałem przez 6 dni, co drugi dzień dawka. Organizm się zbuntował, zachorowałem dość mocno i dwa tygodnie nie mogłem dojść do siebie. Marta przyjęła tylko szczepionkę na tężec, błonicę i polio.

Lista rzeczy

Na ostatniej prostej pozostało dokupić brakujące rzeczy, takie jak ubrania, kosmetyki, medykamenty czy rzeczy osobiste takie jak okulary przeciwsłoneczne, kapelusze i inne.

Dokładna lista rzeczy dla jednej osoby:

  • bielizna razy 3
  • skarpetki razy 3
  • krem do opalania z filtrem 30
  • krem do opalania z filtrem 50
  • proszki przeciwbólowe
  • węgiel
  • maść na stłuczenia
  • koszulki na ramiączka razy 3
  • spodenki razy 3
  • koszulki z krótkim rękawkiem razy 3
  • koszule z długim rękawem razy 2
  • dres
  • ręcznik szybkoschnący
  • saszetka na dokumenty
  • mały plecak
  • duży plecak
  • paszport
  • karta kredytowa
  • prawo jazdy
  • zestaw do szycia
  • ładowarka
  • telefon
  • szczoteczka
  • pasta do zębów
  • mały żel do mycia

Chcę zaznaczyć, że nie braliśmy dowodów osobistych. Dodatkowo ja zabrałem sprzęty elektroniczne. Laptopa, powerbank i gimbala. Marta zabrała grzebień, kosmetyki, których ja nie używałem, obcinacz do paznokci. Teraz z doświadczenia wiem, że nie zabrałbym połowy z tych ubrań 🙂

Przelot i pierwszy dzień

Lot mieliśmy o godzinie 13:00 z Warszawy, przesiadka w Dubaju, z którego następnie do Bangkoku. Przelot dla mnie osobiście był bardzo męczący i bolesny. Poleciałem przeziębiony i podczas lądowania zarówno w Dubaju, jak i później w Bangkoku miałem problem z zatokami i zatkanymi uszami. Spowodowało to dwa dni bolesnych dolegliwości w lewym uchu. 

Po wylądowaniu, na lotnisku zaczepiła nas para z Polski, która jak się później okazało, ma hotel blisko naszego. Postanowiliśmy, że zredukujemy koszty i razem weźmiemy Taxi. Za przejechanie 40 km do hotelu oddalonego od lotniska zapłaciliśmy 250 batów, co równoznaczne jest z kwotą około 30 złotych. Totalny bezcen. Taki przejazd w naszym kraju jest kilkukrotnie droższy.

Warto tu na chwilę zatrzymać się przy stolicy Tajlandii. Jest to jedno z większych miast w tej części Azji. Cała aglomeracja sięga 15 milionów ludności. Pierwsze co rzuca się w oczy to skrajności. Z ulicy niesamowicie biednej przechodzi się do niesamowicie bogatej i eleganckiej. Dodatkowo zapach wymieszanych, najróżniejszych potraw w temperaturze powietrza dochodzącej do 40 stopni Celsiusza potrafi zrobić wrażenie — zarówno pozytywne, jak i negatywne.

Pierwszą noc spędziliśmy w hotelu Peace Land Khaosan, który jest jednym z ładniejszych obiektów noclegowych w tej części miasta. Po przespaniu pierwszej nocy zwiedziliśmy jedną z największych atrakcji w Bangkoku, czyli Wielki Pałac Królewski. Sam kompleks jest gigantyczny i tak bogato ozdobiony, że nie da się tego opisać!

Następnie udaliśmy się w romantyczny, prywatny rejs po bocznych dopływach rzeki Menam. Następnie w pobliskim biurze podróży, kupiliśmy bilet autobusowy na przejazd do Chiang Mai, który leży 700 km na północ od stolicy Tajlandii. Zakup w biurze podróży biletu jest równoznaczny z tym, że właściciel biura zawozi Cię na dworzec, idzie z Tobą do kasy biletowej i kupuje za Ciebie bilet na wskazane połączenie 🙂 My pierwotnie chcieliśmy przejechać w pociągu z łóżkami, czyli tak zwane kuszetki. Nie udało nam się jednak dostać biletów, dlatego zdecydowaliśmy się na nocny autobus z rozkładanymi fotelami. Uprzedzam — nie da się zasnąć, ponieważ buja na boki bardzo i klimatyzacja mrozi!

Północ kraju

Pierwszym przystankiem było Chiang Mai i naszym hotelem na ten czas był Anumat Premium Budget Hotel. O tym mieście wiele czytaliśmy i oglądaliśmy. Położone jest na planie kwadratu, trzecie co do wielkości miasto w Tajlandii. Celem naszego przyjazdu tu było przede wszystkim sanktuarium słoni oraz trekking do świątyni Wat Pha Lat szlakiem Monk’s Trail.

Jedno i drugie miejsce jest godne polecenia, lecz wejście na kilometrową górę w środku dnia jest raczej dla ludzi o dobrym zdrowiu fizycznym!

Trzeciego dnia, przed samym wyjazdem dalej do Chiang Rai, wstąpiliśmy na nocny market. Nie mogliśmy jednak zbyt wiele rzeczy kupić, ponieważ mieliśmy już bagaże, które ledwo mieściły się w lotniczym limicie. Po trzeciej nocy wyruszyliśmy rankiem w podróż busem do Chiang Rai, mieście o około 200 km oddalonym od Chiang Mai. Po trzech godzinach byliśmy na miejscu i zakwaterowaliśmy się bardzo blisko dworca w Ann Hostel.

Celem naszej dwudniowej wyprawy do tego miasta było zobaczenie kilku świątyń. Pierwszą i najbardziej znaną była Biała Świątynia, następnie Niebieska Świątynia. Wyprawę zakończyliśmy zwiedzaniem Świątyni w jaskini. Do tego oczywiście nocny market z dobrym jedzeniem oraz centrum miasta z Clock Tower. 

Warto tu nadmienić, że Chiang Rai w mojej opinii jest najbardziej czystym miastem, jakie do tej pory widziałem w Tajlandii. Oczywiście nie widziałem jeszcze wielu miejsc w tamtej części świata, ale na ten moment daje rade.

Po zobaczeniu wszystkich świątyń wróciliśmy busem do Chiang Mai i udaliśmy się w podróż samolotem daleko na południe, bo aż do Surat Thani oddalone o prawie 1500 km.

Dopiero od tego momentu zaczęła się rajska przygoda 🙂

Raj na ziemi 

Po ponad tygodniu chodzenia po świątyniach przylecieliśmy na południe kraju, by odpocząć i przede wszystkim nacieszyć oczy rajskimi widokami. Wylądowaliśmy w Surat Thani i od razu udaliśmy się w dwugodzinną podróż busem do parku narodowego Khao Sok. Tam odcięliśmy się niejako od większej grupy ludzi i spędziliśmy kilka dni w buszu. Mieszkaliśmy w domku, w środku lasu palmowego. Dopiero w takich miejscach docenia się klimatyzację! 

Pierwszego dnia odpoczynek, kolejnego udaliśmy się na całodniową wycieczkę, która w programie zawierała wstęp do parku narodowego, pływanie łodzią po jeziorze Cheow Lan, trekkingiem po najstarszym lesie deszczowym na świecie i to wszystko zwieńczone eksploracją jednej z tamtejszych jaskiń oraz pysznym posiłkiem i owocami. Piękniejszego miejsca nie widziałem jak do tej pory! 

Kolejny dzień to spływ kajakowy z przewodnikiem i sanktuarium małp, które wydają się przyjazne, ale tak na serio to niezłe cwaniaki. Ukradli nam całą wodę i orzeszki 🙂

Po tych atrakcjach jeszcze dzień na odpoczynek i refleksje, a następnie podróż na wyspę Koh Phangan.

Życie na wyspie

Koh Phangan to jedna z wysepek, która jest ulokowana w Zatoce Tajskiej. Tu postanowiliśmy spędzić ostatni tydzień urlopu, popracować zdalnie i cieszyć się dobrą pogodą oraz ciepłą wodą. Nie planowaliśmy żadnych atrakcji. Wypożyczyliśmy skuter i jeździliśmy od plaży do plaży, jedząc po drodze pyszne jedzenie. 

Jeżeli chodzi o kwestie wydatków, to był to najbardziej kosztowny okres. Zarówno hotel, jedzenie, jak i inne przyjemności były po prostu na wyspie najdroższe. Bardzo ciekawym doświadczeniem, jakie w trakcie transportu na wyspę i z wyspy było płynięcie tak zwanym speedboat. Prędkość na wodzie jest całkowicie inaczej odczuwalna niż podczas podróży na lądzie!

Po tym czasie wróciliśmy do Bangkok i czekaliśmy na odlot.

Powrót i koronawirus

Na lotnisku pojawiliśmy się na 12h przed odlotem, ponieważ zadziała się rzecz, która nas trochę wystraszyła. Mianowicie dostaliśmy informacje, że nasz lot został anulowany. Szybka reakcja, wiadomość na Facebook do Emirates i cudem wcisnęli nas jako jednych z ostatnich na pokład samolotu odlatującego do Dubaju godzinę po naszym anulowanym. Nie mieliśmy już jednak hotelu w Bangkok, dlatego całe popołudnie i pół nocy przeczekaliśmy na lotnisku. 

Para, którą poznaliśmy pierwszego dnia w Tajlandii, miała również z nami wracać do Polski tym samym samolotem. Nie udało im się jednak załapać na przełożony lot, mimo, że w tym samym czasie napisali do linii lotniczych. Byli zmuszeni poczekać do następnego dnia.

Kwarantanna?

Po tych zawirowaniach i w obawie przed napierającym koronawirusem przelecieliśmy do Dubaju, gdzie zostały zachowane środki ostrożności. Od pomiarów temperatury, po osoby w kombinezonach. Następnie podróż do Warszawy i wypełnienie na warszawskim lotnisku specjalnej karty.

Oczywiście podróż odbywała się w strachu. Koronawirus dopiero zaczynał się rozprzestrzeniać w Polsce. My zachowaliśmy jednak spokój, od razu po dojechaniu z lotniska do mieszkania zadzwoniliśmy we wszystkie możliwe miejsca. Od sanepidu, MZ, szpitala zakaźnego aż na pracodawcy kończąc. Jedyne urzędowe zalecenia to obserwacja i możliwe unikanie wychodzenia z domu. W przypadku pytań o pracę zawodową dostaliśmy informacje, że decyzję podejmuje pracodawca.

U mnie skończyło się na pracy zdalnej, a u Marty na 2-tygodniowym urlopie. Dodatkowo deklarowaliśmy chęć zrobienia płatnych badań na obecność wirusa, ale szpital powiedział, że jest to niemożliwe i tylko pacjent z objawami może takie testy przejść. A jeszcze dwa tygodnie przed naszym powrotem była możliwość robienia odpłatnych testów za 500 zł. 

Pozostaliśmy więc w mieszkaniu i unikamy kontaktu z ludźmi, aż do dziś. Jedynie co, to musimy robić zakupy żywieniowe.

W mojej opinii nasze Państwo zachowało się w okresie naszej powrotu (10 marca 2020), najlepiej jak tylko mogło na daną chwilę. Szybkość z jaką postępuje rozprzestrzenianie się wirusa, jest bardzo duże i ciężko jest w takim okresie podejmować wiele decyzji jednocześnie. 

Z tego też miejsca ja mam apel do Was — jeżeli nie musicie wychodzić z mieszkań, to po prostu tego nie róbcie! Weź komputer i ucz się programowania, a w razie problemów pisz do mnie, jak będę mógł, to pomogę 🙂

Całą podróż po Tajlandii zobrazowałem jest na poniższym rysunku.

Obraz podróży po Tajlandii.
Rysunek 1. Obraz podróży po Tajlandii.

Wydatki

Planowaliśmy, by nasze trzy tygodnie w Tajlandii zamknąć w 10 000 złotych. Ta sztuka nam się nie udała, ale to nie ze względu na rozrzutność na miejscu, tylko przygotowania i dodatkowe wydatki tu w Polsce. 

Na pewno tak jak wspominałem, nie kupowałbym wielu rzeczy tu w Polsce i nie woził ich po całej Tajlandii. Dodatkowo wydatki jednorazowe, takie jak szczepionki, paszport czy brakujące rzeczy trochę podniosły koszt wyjazdu.

Całość prezentuje się następująco.

Łączny koszt wyjazdu z podziałem na poszczególne wydatki.
Rysunek 2. Łączny koszt wyjazdu z podziałem na poszczególne wydatki.

Łącznie na podróż wydaliśmy 13 209,45 zł

Podsumowanie

Jak widać, wpis jest dość obszerny. Mógłbym pisać jeszcze więcej, ale postanowiłem, że zaprezentuję tylko najważniejsze aspekty podróży. W razie jakichkolwiek pytań możesz bezpośrednio zostawić je w komentarzu lub wiadomości prywatnej.

Oczywiście podróży nie mogę uznać za 100% udanej, ze względu na koronawirusa. Mam jednak nadzieję, że pandemia zostanie szybko zastopowana, a ja za pewien czas powrócę do Azji i zacznę poznawać jeszcze więcej fascynujących miejsc.

Kiedyś słyszałem fajne stwierdzenie, nie pamiętam, kto je powiedział. Brzmi ono następująco — wszyscy jesteśmy obywatelami świata.

Słowa wcale nie odbiegają od rzeczywistości. Widać to w podróżach, gdzie ludzie, narody i kultury się mieszają. Dodatkowo podróżowałem z jeszcze jednym przesłaniem, a mianowicie takim, że podróże kształcą. Starałem się z każdego miejsca, lokalnego obyczaju i zachowania wyciągać jak najwięcej dobrych rzeczy dla siebie.

Na koniec dodam, że warto przeznaczać pieniądze na podróżowanie, bo ono bardzo rozszerza perspektywę. 

Teraz czas wrócić do jeszcze cięższej pracy. Do następnego tygodnia!

PS. Będę wdzięczny za komentarze pod tym postem!

PS2. Czeka też na Ciebie prezent. Wystarczy, że zapiszesz się na Newsletter poniżej!

PS3. Dołącz do naszej grupy na Facebook!


Zapisz się na Newsletter, odbierz NAGRODĘ w postaci 10 omówionych algorytmów pojawiających się w pytaniach podczas REKRUTACJI.

Dodatkowo otrzymuj co niedzielę informacje na temat nowych wpisów, wiadomości ze świata IT i matematyki oraz ciekawych wydarzeniach. Nie przegap i dołącz już dziś do 599 osób!.

Źródła

Autor

👨‍💻 .NET and Python programming passionate 🏦 Digtial Banking Solutions 🎓 Student 📊 Psychology 📚 Bookworm 🏠 Warsaw

4 komentarze

  1. Myślę że koszt 13K złotych, czyli na dwie osoby 6,5K zł to niewielki koszt podróży do Tajlandii. Kiedyś chciałem lecieć na Filipiny i sam koszt przelotu oscylował w granicach 5K zł.

    Także, podróż do Tajlandii w okresie pandemii koronowirusa była bardzo ryzykowna. Cieszę się że udało wam się, Mateusz, wrócić cało i zdrowo do Polski.

    Zgadzam się z tobą że warto podróżować, bo to poszerza widzenie świata. Lepiej się też odbiera ten świat jak się podróżuje.

    Pozdrawiam :-).

Napisz komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.